poniedziałek, 30 marca 2015

Studium

Zanim przejdę do sedna, to najpierw przedstawię jak się sprawy mają, w telegraficznym skrócie. Po pierwsze plan zagospodarowania przestrzennego pod wiatraki - sporządzony, nie uchwalony przez Radę Gminy, po drugie raport środowiskowy sporządzony przez inwestora wiatrakowego zatwierdzony przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, po trzecie Wójt obwieścił zakończenie postępowania administracyjnego celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i po czwarte studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy w trakcie uchwalania zmian. I właśnie o studium dziś będzie.
Co to jest i do czego jest studium? Przyznam się, że przed czerwcem 2012 jakoś mało mnie to obchodziło, jak większość mieszkańców. A to błąd bo trzeba wiedzieć, bo trzeba się interesować. Ale dlaczego? Dla tego, że po mimo, że studium nie stanowi prawa miejscowego, to jednak wyznacza kierunki zagospodarowania i co najważniejsze plany zagospodarowania przestrzennego, które są już prawem miejscowym nie mogą być niezgodne z kierunkami wyznaczonymi w studium. Na przykład jeżeli w studium zapisane jest, że na danym terenie nie przewiduje się wiatraków, to nie można sporządzić dla tego terenu planu zagospodarowania z przeznaczeniem na lokalizację elektrowni wiatrowych!
W obowiązującym studium z 2010 roku wyznaczone są obszary lokalizacji elektrowni wiatrowych - około 2/3 powierzchni gminy. W czerwcu 2013 ukazało się ogłoszenie o przystąpieniu do sporządzenia zmiany studium m.in. w celu korekty obszarów, na których możliwa jest lokalizacja elektrowni wiatrowych. W ogłoszeniu była też informacja, że zainteresowani mogą składać wnioski dotyczące zmiany studium. W trakcie prac i uchwalania obowiązującego studium (tego z 2010 roku) nie mieszkałam jeszcze na wsi, nie interesowałam się sprawami gminy, miałam na głowie budowę domu, pracę w mieście. Jako że od czerwcem 2012 jestem zainteresowana to taki "wnioseczek" o określenie minimalnej odległości wiatraka od zabudowań mieszkalnych złożyłam, pod wnioskiem podpisało się kilkuset mieszkańców.
cdn.

piątek, 27 marca 2015

A tak to się zaczęło…


Kilka lat temu, po chyba już 8 przeprowadzce (życie nomada na „wynajmowanym”) powiedziałam – dość, trzeba coś z tym zrobić, tak dalej żyć się nie da. Jako że życia w blokach też mieliśmy dość, zdecydowaliśmy, że wybudujemy dom. Wybraliśmy miejsce, a raczej miejsce wybrało nas, bo dostaliśmy „działeczkę” w moich rodzinnych stronach (na Pojezierzu Chełmińskim), kupiliśmy projekt domku w Internecie, zaciągnęliśmy okropnie duży kredyt, no i mieszkamy.
Tak wyglądała działeczka przed budową
A tak było w trakcie budowy

A to jeden z zachodów
 Powiem Wam jest naprawdę super! Robota w domu i na zewnątrz nigdy się nie kończy. W domu jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, wokół domu prawie wszystko. Do tego sad, warzywnik, tereny zielone, które ciągle trzeba kosić, plantacja wierzby energetycznej, a marzy mi się jeszcze szklarnia, kurnik i winnica.
Wierzba energetyczna
Sad pierwszej wiosny po posadzeniu
A gdzie sielsko? Ano po pierwsze i najważniejsze cisza i spokój, sąsiedzi oddaleni po kilkaset metrów, żadnych uciążliwych szlaków komunikacyjnych w pobliżu, przyroda zewsząd „atakuje” (czasami przyroda zeżre drzewko w sadzie albo iglaki w ogrodzie, ale staramy się żyć w zgodzie i wybaczamy). Generalnie panuje u nas klimat wakacyjno – wypoczynkowy, zwłaszcza latem, gdy po powrocie z pracy z miasta, siada się na tarasie, ma się wrażenie, jakby to był dom letniskowy – zachód słońca, odgłosy natury (czasem przyroda bywa trochę hałaśliwa zwłaszcza żaby w okolicznych bajorach, ale nam to nie przeszkadza, lubimy to), zimne piwko z lodówki tarasowej, grillowana karkóweczka na kolację, albo kiełbaska z ogniska….
I tak nam się żyło, do chwili kiedy, to w czerwcu 2012 dowiedziałam się przez przypadek, bo sprawa działa się po cichu, że zostaje wszczęte postępowanie celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na realizację przedsięwzięcia polegającego na „budowie 8 turbin wiatrowych o łącznej mocy do 20 MW” w mojej miejscowości i kolejnych 13 w sąsiednich. Od tej pory nie mam już spokoju. Nie chcę mieszkać na terenie przemysłowej farmy wiatrowej pod 200 m wiatrakami! Więc zaangażowałam się w ruch społeczny przeciwników zbyt bliskiej lokalizacji turbin wiatrowych od domów. Powiem Wam, że nie spodziewałam się tego, ale to jest wojna. Walka jest nie równa. Mieszkańcy są na słabszej pozycji. Nie chroni nas prawo. Władze Gminy są głuche na nasze głosy, wnioski i protesty. W Polsce nie ma żadnych prawnych norm regulujących budowę elektrowni wiatrowych. Jedyny przepis na jaki się wszyscy powołują, to norma hałasu w środowisku 45 decybeli. To ja się z miasta na wieś przyprowadziłam, zadłużyłam się na 30 lat, zasuwałam po 180 km dziennie do pracy żeby teraz żyć pod hałaśliwymi, paskudnymi turbinami wiatrowymi? 
O nie, co to to nie!!

środa, 25 marca 2015

O czym i dlaczego

O czym będę pisać? 
O mojej walce z wiatrakami, aby nie stały w pobliżu domów, aby nie zniszczyły nam zdrowia, życia i krajobrazu. I o wiejskim życiu pomiędzy kolejnymi rundami w walce z "wiatrakowcami".
Dlaczego?
Bo czasami jest naprawdę ciężko i wsparcie najbliższych nie wystarcza. Bo może komuś przydadzą się moje doświadczenia, bo może ktoś podzieli się swoimi.