Jak już pisałam na samym początku w czerwcu 2012 zostało wszczęte postępowanie celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na budowę turbin wiatrowych.
Jednocześnie wójt wystąpił do Regionalnego Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ) i Powiatowego Inspektora Sanitarnego (sanepid) o opinię co do potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania niniejszego przedsięwzięcia na środowisko. Instytucje odpowiedziały, że tak, trzeba przeprowadzić taką ocenę.
No a teraz czytajcie i przecierajcie oczy ze zdumienia, bo ja byłam w szoku ciężkim i do teraz nie mogę się z tym pogodzić, w jaki sposób przeprowadza się taką ocenę.
Podstawowym i w zasadzie jedynym elementem oceny jest raport oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko (dalej zwany: „Raport środowiskowy”) oraz postanowienie RDOŚ o uzgodnieniu realizacji przedsięwzięcia. Postępowanie kończy się wydaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przez prowadzący je organ. Decyzja może być pozytywna lub negatywna.
Tak na marginesie, nasz „Organ”, który widzi tylko „interes” a wiedzę swoją i ocenę opiera na opinii dwóch inżynierów należących od lobby wiatrakowego (dr inż. R. Ingielewicz i dr inż. A. Zagubień) i głosy mieszkańców ma za nic, z pewnością wyda decyzję pozytywną.
Wracając do „Raportu Środowiskowego” – dokument, na podstawie którego zapada decyzja dotycząca przedsięwzięcia oddziałującego przez 25 lat na obszarze prawie połowy gminy, na setki mieszkańców, jest sporządzany przez inwestora lub na jego zlecenie przez kogokolwiek – czyli jest dokumentem prywatnym!!! Tak, Tak, nie wykonuje go żadna niezależna instytucja! W zasadzie Raport może sporządzić każdy i w taki sposób żeby wszystko pasowało inwestorowi. Czy tak to powinno wyglądać w praworządnym cywilizowanym państwie?
W przypadku naszego raportu sytuacja wygląda tak, że w zasadzie inwestor sporządził go sobie sam – obie firmy są ze sobą ściśle powiązane i mają tego samego prezesa.
Co do zawartości, to tylu bzdur, nieścisłości, niefachowości, w jednym dokumencie w życiu nie widziałam, przypomina raczej kiepski referat leniwego gimnazjalisty. Po jego lekturze ze zdziwienia szczęka mi opadła tak mocno, że pewnie sejsmografy to odnotowały. Potem przyszło oburzenie ze wściekłością, chyba przez tydzień nie mogłam spać. O szczegółach kiedy indziej.
Do raportu dołączono „monitoring” ornitologiczny i chiropterologiczny. Oba dokumenty zawierają książkowe informacje o ptactwie i nietoperzach występujących na terenach używanych rolniczo, bo gdyby rzeczywiście wykonano rzetelny monitoring w terenie, to nie pominięto by wielu gatunków ptaków gniazdujących w pobliżu planowanych wiatraków zwłaszcza tych najcenniejszych: żurawi, ptaków drapieżnych, gęsi. Zauważono by, że w sąsiedztwie elektrowni jest młody las (i grzybki są - całkiem blisko – maślaczki, podgrzybki i koźlarze) i można spotkać gatunki ptactwa typowe dla terenów leśnych. O nietoperzach – szkoda gadać – według „monitoringu” prawie nie występują, a tylko na moim strychu kolonia rozrodcza liczyła ok. 20 sztuk (naliczyłam 18 dłużej nie chciało mi się czekać aż wszystkie wyfruną). Jak uda mi się je jakoś uwiecznić, to napiszę o tym. Pożytek z nich jest ogromny! W koło mnie pełno stawów, bagien i rozlewisk – istne wylęgarnie komarów. Od czasu gdy nietoperze zagościły pod moim dachem, nie mam problemu z komarami. Niestety jest też pewna niedogodność – strasznie brudzą. Kiedyś przyszła mi nawet myśl do głowy żeby zebrać trochę guana i wysłać do firmy od monitoringu i do RDOŚ-u też – żeby mieli kontakt z naturą.
Wiecie co mnie jeszcze wkurzyło? W części raportu zatytułowanej „Możliwe konflikty społeczne” umieszczono tylko kilka (choć protestujących jest wielu) nazwisk m.in. moje i napisano, że argumenty zawarte w protestach tych osób są irracjonalne i tendencyjne (nie podejrzewałam autora raportu o znajomość takich słów).
Na polecenie RDOŚ inwestor wiatrakowy uzupełnił monitoring ornitologiczny. Tym razem monitoring wykonała inna firma. Można z niego się dowiedzieć, że obserwacje były prowadzone od 1 września 2013 roku. Tylko ciekawe kto je przeprowadzał skoro firma istniała dopiero od 9 grudnia 2013??
Wątpię, że wizyty miały miejsce, bo nikt na wsi nie widział żadnych „obcych” liczących ptaszki, ja zresztą też, a mieszkam na obszarze objętym monitoringiem, to raczej bym zauważyła jakby się jakieś „obce” kręcili po moim polu.
Raporty środowiskowe to bardziej fiction niż science i wiecie co, jest to powszechna praktyka na co zwracają uwagę również naukowcy, ale nie RDOŚ.