środa, 6 maja 2015

Czarna środa - Studium pogrzebane



Przyznam się, że nie tryskałam optymizmem idąc na tę sesję. Po ostatniej „komisji”, gdy to wójt postraszył radnych, że przyjęcie wniosku mieszkańców przedłuży prace nad studium (nie wiem jak?), i opóźni budowę parku przemysłowego, za co gmina poniesie milionowe kary, wiedziałam już, że nasze szanse maleją z dnia na dzień. Na dodatek po gminie zaczęli krążyć przedstawiciele inwestorów wiatrakowych. 
Samo głosowanie to był dopiero szok! 13 głosów za odrzuceniem wniosków mieszkańców, tylko dwóch radnych nas poparło i nikt się nie wstrzymał. Wójt tryumfował. 
Co czuję? Smutek, rozczarowanie i strach, że z planem zagospodarowania zrobią tak samo.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Dzień Walki z Hałasem: Międzynarodowy list otwarty w sprawie hałasu turbin wiatrowych

W dniu 29 kwietnia po raz dwudziesty obchodzony będzie Międzynarodowy Dzień Walki z Hałasem. W związku z tym federacje skupiające sąsiadów i krytyków farm wiatrowych w Ameryce Północnej i w Europie, wraz z australijską Fundacją Waubra zajmującą się badaniami w tym zakresie, wystosowały list otwarty.List został już dostarczony wszystkim posłom do Parlamentu Europejskiego i członkom Komisji Europejskiej. Jest on także skierowany do decydentów i urzędników.

Linki do listu:

http://epaw.org/echoes.php?lang=en&article=ns91

http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/1435-dzie%C5%84-walki-z-ha%C5%82asem-mi%C4%99dzynarodowy-list-otwarty-w-sprawie-ha%C5%82asu-turbin-wiatrowych.html


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Raport oddziaływania na środowisko – czy my żyjemy w dzikim kraju?

Jak już pisałam na samym początku w czerwcu 2012 zostało wszczęte postępowanie celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na budowę turbin wiatrowych.
Jednocześnie wójt wystąpił do Regionalnego Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ) i Powiatowego Inspektora Sanitarnego (sanepid) o opinię co do potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania niniejszego przedsięwzięcia na środowisko. Instytucje odpowiedziały, że tak, trzeba przeprowadzić taką ocenę.
No a teraz czytajcie i przecierajcie oczy ze zdumienia, bo ja byłam w szoku ciężkim i do teraz nie mogę się z tym pogodzić, w jaki sposób przeprowadza się taką ocenę.
Podstawowym i w zasadzie jedynym elementem oceny jest raport oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko (dalej zwany: „Raport środowiskowy”) oraz postanowienie RDOŚ o uzgodnieniu realizacji przedsięwzięcia. Postępowanie kończy się wydaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przez prowadzący je organ. Decyzja może być pozytywna lub negatywna. 
Tak na marginesie, nasz „Organ”, który widzi tylko „interes” a wiedzę swoją i ocenę opiera na opinii dwóch inżynierów należących od lobby wiatrakowego (dr inż. R. Ingielewicz i dr inż. A. Zagubień) i głosy mieszkańców ma za nic, z pewnością wyda decyzję pozytywną.
Wracając do „Raportu Środowiskowego” – dokument, na podstawie którego zapada decyzja dotycząca przedsięwzięcia oddziałującego przez 25 lat na obszarze prawie połowy gminy, na setki mieszkańców, jest sporządzany przez inwestora lub na jego zlecenie przez kogokolwiek – czyli jest dokumentem prywatnym!!! Tak, Tak, nie wykonuje go żadna niezależna instytucja! W zasadzie Raport może sporządzić każdy i w taki sposób żeby wszystko pasowało inwestorowi. Czy tak to powinno wyglądać w praworządnym cywilizowanym państwie?
W przypadku naszego raportu sytuacja wygląda tak, że w zasadzie inwestor sporządził go sobie sam – obie firmy są ze sobą ściśle powiązane i mają tego samego prezesa.
Co do zawartości, to tylu bzdur, nieścisłości, niefachowości, w jednym dokumencie w życiu nie widziałam, przypomina raczej kiepski referat leniwego gimnazjalisty. Po jego lekturze ze zdziwienia szczęka mi opadła tak mocno, że pewnie sejsmografy to odnotowały. Potem przyszło oburzenie ze wściekłością, chyba przez tydzień nie mogłam spać. O szczegółach kiedy indziej. 
Do raportu dołączono „monitoring” ornitologiczny i chiropterologiczny. Oba dokumenty zawierają książkowe informacje o ptactwie i nietoperzach występujących na terenach używanych rolniczo, bo gdyby rzeczywiście wykonano rzetelny monitoring w terenie, to nie pominięto by wielu gatunków ptaków gniazdujących w pobliżu planowanych wiatraków zwłaszcza tych najcenniejszych: żurawi, ptaków drapieżnych, gęsi. Zauważono by, że w sąsiedztwie elektrowni jest młody las (i grzybki są - całkiem blisko – maślaczki, podgrzybki i koźlarze) i można spotkać gatunki ptactwa typowe dla terenów leśnych. O nietoperzach – szkoda gadać – według „monitoringu” prawie nie występują, a tylko na moim strychu kolonia rozrodcza liczyła ok. 20 sztuk (naliczyłam 18 dłużej nie chciało mi się czekać aż wszystkie wyfruną). Jak uda mi się je jakoś uwiecznić, to napiszę o tym. Pożytek z nich jest ogromny! W koło mnie pełno stawów, bagien i rozlewisk – istne wylęgarnie komarów. Od czasu gdy nietoperze zagościły pod moim dachem, nie mam problemu z komarami. Niestety jest też pewna niedogodność – strasznie brudzą. Kiedyś przyszła mi nawet myśl do głowy żeby zebrać trochę guana i wysłać do firmy od monitoringu i do RDOŚ-u też – żeby mieli kontakt z naturą.
Wiecie co mnie jeszcze wkurzyło? W części raportu zatytułowanej „Możliwe konflikty społeczne” umieszczono tylko kilka (choć protestujących jest wielu) nazwisk m.in. moje i napisano, że argumenty zawarte w protestach tych osób są irracjonalne i tendencyjne (nie podejrzewałam autora raportu o znajomość takich słów).
Na polecenie RDOŚ inwestor wiatrakowy uzupełnił monitoring ornitologiczny. Tym razem monitoring wykonała inna firma. Można z niego się dowiedzieć, że obserwacje były prowadzone od 1 września 2013 roku. Tylko ciekawe kto je przeprowadzał skoro firma istniała dopiero od 9 grudnia 2013??
Wątpię, że wizyty miały miejsce, bo nikt na wsi nie widział żadnych „obcych” liczących ptaszki, ja zresztą też, a  mieszkam na obszarze objętym monitoringiem, to raczej bym zauważyła jakby się jakieś „obce” kręcili po moim polu.
Raporty środowiskowe to bardziej fiction niż science i wiecie co, jest to powszechna praktyka na co zwracają uwagę również naukowcy, ale nie RDOŚ.

środa, 1 kwietnia 2015

Studium wisi, a mogły to być naprawdę wesołe Święta

W styczniu ukazała się informacja, że jest gotowy projekt studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy i będzie udostępniony do wglądu na stronie Urzędu. Jak tylko się pojawił, to natychmiast zaczęłam się z nim dogłębnie zapoznawać. Niestety wnioski i uwagi mieszkańców dotyczące określenia minimalnej odległości  nie zostały uwzględnione. W międzyczasie radni gminni odbyli wyjazd na farmę wiatrową do sąsiedniej gminy (o tym osobny post).
W lutym odbyła się również debata publiczna. Uczestniczyło w niej sporo mieszkańców. Projektant studium zapytany dla czego nie wziął pod uwagę wniosków mieszkańców zasłaniał się brakiem podstawy prawnej, a na pytanie jakie prawo zabrania dokonania zapisu o minimalnej odległości i dla czego są w Polsce gminy, które mają taki zapis w studium, nic nie odpowiedział. Spotkanie zakończyło się wnioskiem, żeby wstrzymać wszelkie postępowania administracyjne dotyczące lokalizacji wiatraków do czasu prawnego uregulowania problematyki bezpiecznej lokalizacji elektrowni wiatrowych. I znowu można składać wnioski i uwagi, tym razem do projektu studium.
Wniosek pozostał ten sam - określenie minimalnej odległości 1000 m od domów. Tym razem pod wnioskiem podpisało się ponad 600 mieszkańców. No i czekamy na sesję Rady Gminy, na której podjęta zostanie uchwała w sprawie zmiany studium. Przed sesją odbywają się posiedzenia komisji, na których warto bywać, ponieważ właśnie "na komisji" następuje rozstrzygnięcie spraw, a sesja to tylko zatwierdzenie (przegłosowanie) ustaleń z tych posiedzeń.
Przeważnie informacja o posiedzeniach komisji jest z wyprzedzeniem publikowana na stronie Urzędu. Nie tym razem - może ktoś zapomniał a może nie. W każdym bądź razie na komisję dotarłam - niewyspana, bo albo myślałam o wiatrakach albo śniły mi się wiatraki, i zdenerwowana, bo naprawdę bardzo ciężko jest zapanować nad emocjami gdy ważą się twoje losy. Świadomość, że cały twój świat, który codziennie z mozołem budujesz może w jednej chwili się zawalić jest strasznie przytłaczająca i psychicznie wyczerpujące.  I co i nic.
Wójt swoje, że odrzucił wnioski mieszkańców, bo nie ma podstawy prawnej, a swoje argumenty oparł na opinii osób (dr inż. R. Ingielewicz i dr inż. A. Zagubień), które nie są i nie mogą być wiarygodne ani obiektywne z uwagi na fakt ich przynależności do lobby wiatrowego, bowiem są to osoby zasiadające w radach nadzorczych spółek wiatrowych oraz mające w nich udziały kapitałowe (KRS:0000470391). Stwierdził, że jedynym rozwiązaniem jest uchwalenie studium w takim kształcie w jakim zostało przez niego przygotowane, a odległościami wiatraków od domów zajmie się na etapie planów zagospodarowania przestrzennego.
My już wiemy jak to wygląda, bo już jeden taki plan "wisi" od roku gotowy do uchwalenia oczywiście wnioski mieszkańców o  odsunięcie o 1 km wiatraków od domów nie zostały uwzględnione przez Wójta.
Niedawno przed wyborami i krótko po nich radni zapewniali, że zadbają o bezpieczne lokowanie elektrowni wiatrowych i że popierają mieszkańców sprzeciwiających się zbyt bliskiemu lokalizowaniu wiatraków. "Na komisji" tylko nieliczni otwarcie przyznali, że poprą nasz wniosek.
Za kilka dni na sesji radni zmienili porządek obrad i odsunęli głosowanie nad uchwałą nad studium. No i studium wisi. A mogli przecież uwzględnić nasz wniosek. Ach, jakie były by to piękne Święta - spokojne, dające nadzieję i siłę na przyszłość.

poniedziałek, 30 marca 2015

Studium

Zanim przejdę do sedna, to najpierw przedstawię jak się sprawy mają, w telegraficznym skrócie. Po pierwsze plan zagospodarowania przestrzennego pod wiatraki - sporządzony, nie uchwalony przez Radę Gminy, po drugie raport środowiskowy sporządzony przez inwestora wiatrakowego zatwierdzony przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, po trzecie Wójt obwieścił zakończenie postępowania administracyjnego celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i po czwarte studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy w trakcie uchwalania zmian. I właśnie o studium dziś będzie.
Co to jest i do czego jest studium? Przyznam się, że przed czerwcem 2012 jakoś mało mnie to obchodziło, jak większość mieszkańców. A to błąd bo trzeba wiedzieć, bo trzeba się interesować. Ale dlaczego? Dla tego, że po mimo, że studium nie stanowi prawa miejscowego, to jednak wyznacza kierunki zagospodarowania i co najważniejsze plany zagospodarowania przestrzennego, które są już prawem miejscowym nie mogą być niezgodne z kierunkami wyznaczonymi w studium. Na przykład jeżeli w studium zapisane jest, że na danym terenie nie przewiduje się wiatraków, to nie można sporządzić dla tego terenu planu zagospodarowania z przeznaczeniem na lokalizację elektrowni wiatrowych!
W obowiązującym studium z 2010 roku wyznaczone są obszary lokalizacji elektrowni wiatrowych - około 2/3 powierzchni gminy. W czerwcu 2013 ukazało się ogłoszenie o przystąpieniu do sporządzenia zmiany studium m.in. w celu korekty obszarów, na których możliwa jest lokalizacja elektrowni wiatrowych. W ogłoszeniu była też informacja, że zainteresowani mogą składać wnioski dotyczące zmiany studium. W trakcie prac i uchwalania obowiązującego studium (tego z 2010 roku) nie mieszkałam jeszcze na wsi, nie interesowałam się sprawami gminy, miałam na głowie budowę domu, pracę w mieście. Jako że od czerwcem 2012 jestem zainteresowana to taki "wnioseczek" o określenie minimalnej odległości wiatraka od zabudowań mieszkalnych złożyłam, pod wnioskiem podpisało się kilkuset mieszkańców.
cdn.

piątek, 27 marca 2015

A tak to się zaczęło…


Kilka lat temu, po chyba już 8 przeprowadzce (życie nomada na „wynajmowanym”) powiedziałam – dość, trzeba coś z tym zrobić, tak dalej żyć się nie da. Jako że życia w blokach też mieliśmy dość, zdecydowaliśmy, że wybudujemy dom. Wybraliśmy miejsce, a raczej miejsce wybrało nas, bo dostaliśmy „działeczkę” w moich rodzinnych stronach (na Pojezierzu Chełmińskim), kupiliśmy projekt domku w Internecie, zaciągnęliśmy okropnie duży kredyt, no i mieszkamy.
Tak wyglądała działeczka przed budową
A tak było w trakcie budowy

A to jeden z zachodów
 Powiem Wam jest naprawdę super! Robota w domu i na zewnątrz nigdy się nie kończy. W domu jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, wokół domu prawie wszystko. Do tego sad, warzywnik, tereny zielone, które ciągle trzeba kosić, plantacja wierzby energetycznej, a marzy mi się jeszcze szklarnia, kurnik i winnica.
Wierzba energetyczna
Sad pierwszej wiosny po posadzeniu
A gdzie sielsko? Ano po pierwsze i najważniejsze cisza i spokój, sąsiedzi oddaleni po kilkaset metrów, żadnych uciążliwych szlaków komunikacyjnych w pobliżu, przyroda zewsząd „atakuje” (czasami przyroda zeżre drzewko w sadzie albo iglaki w ogrodzie, ale staramy się żyć w zgodzie i wybaczamy). Generalnie panuje u nas klimat wakacyjno – wypoczynkowy, zwłaszcza latem, gdy po powrocie z pracy z miasta, siada się na tarasie, ma się wrażenie, jakby to był dom letniskowy – zachód słońca, odgłosy natury (czasem przyroda bywa trochę hałaśliwa zwłaszcza żaby w okolicznych bajorach, ale nam to nie przeszkadza, lubimy to), zimne piwko z lodówki tarasowej, grillowana karkóweczka na kolację, albo kiełbaska z ogniska….
I tak nam się żyło, do chwili kiedy, to w czerwcu 2012 dowiedziałam się przez przypadek, bo sprawa działa się po cichu, że zostaje wszczęte postępowanie celem wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na realizację przedsięwzięcia polegającego na „budowie 8 turbin wiatrowych o łącznej mocy do 20 MW” w mojej miejscowości i kolejnych 13 w sąsiednich. Od tej pory nie mam już spokoju. Nie chcę mieszkać na terenie przemysłowej farmy wiatrowej pod 200 m wiatrakami! Więc zaangażowałam się w ruch społeczny przeciwników zbyt bliskiej lokalizacji turbin wiatrowych od domów. Powiem Wam, że nie spodziewałam się tego, ale to jest wojna. Walka jest nie równa. Mieszkańcy są na słabszej pozycji. Nie chroni nas prawo. Władze Gminy są głuche na nasze głosy, wnioski i protesty. W Polsce nie ma żadnych prawnych norm regulujących budowę elektrowni wiatrowych. Jedyny przepis na jaki się wszyscy powołują, to norma hałasu w środowisku 45 decybeli. To ja się z miasta na wieś przyprowadziłam, zadłużyłam się na 30 lat, zasuwałam po 180 km dziennie do pracy żeby teraz żyć pod hałaśliwymi, paskudnymi turbinami wiatrowymi? 
O nie, co to to nie!!

środa, 25 marca 2015

O czym i dlaczego

O czym będę pisać? 
O mojej walce z wiatrakami, aby nie stały w pobliżu domów, aby nie zniszczyły nam zdrowia, życia i krajobrazu. I o wiejskim życiu pomiędzy kolejnymi rundami w walce z "wiatrakowcami".
Dlaczego?
Bo czasami jest naprawdę ciężko i wsparcie najbliższych nie wystarcza. Bo może komuś przydadzą się moje doświadczenia, bo może ktoś podzieli się swoimi.