W styczniu ukazała się informacja, że jest gotowy projekt studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy i będzie udostępniony do wglądu na stronie Urzędu. Jak tylko się pojawił, to natychmiast zaczęłam się z nim dogłębnie zapoznawać. Niestety wnioski i uwagi mieszkańców dotyczące określenia minimalnej odległości nie zostały uwzględnione. W międzyczasie radni gminni odbyli wyjazd na farmę wiatrową do sąsiedniej gminy (o tym osobny post).
W lutym odbyła się również debata publiczna. Uczestniczyło w niej sporo mieszkańców. Projektant studium zapytany dla czego nie wziął pod uwagę wniosków mieszkańców zasłaniał się brakiem podstawy prawnej, a na pytanie jakie prawo zabrania dokonania zapisu o minimalnej odległości i dla czego są w Polsce gminy, które mają taki zapis w studium, nic nie odpowiedział. Spotkanie zakończyło się wnioskiem, żeby wstrzymać wszelkie postępowania administracyjne dotyczące lokalizacji wiatraków do czasu prawnego uregulowania problematyki bezpiecznej lokalizacji elektrowni wiatrowych. I znowu można składać wnioski i uwagi, tym razem do projektu studium.
Wniosek pozostał ten sam - określenie minimalnej odległości 1000 m od domów. Tym razem pod wnioskiem podpisało się ponad 600 mieszkańców. No i czekamy na sesję Rady Gminy, na której podjęta zostanie uchwała w sprawie zmiany studium. Przed sesją odbywają się posiedzenia komisji, na których warto bywać, ponieważ właśnie "na komisji" następuje rozstrzygnięcie spraw, a sesja to tylko zatwierdzenie (przegłosowanie) ustaleń z tych posiedzeń.
Przeważnie informacja o posiedzeniach komisji jest z wyprzedzeniem publikowana na stronie Urzędu. Nie tym razem - może ktoś zapomniał a może nie. W każdym bądź razie na komisję dotarłam - niewyspana, bo albo myślałam o wiatrakach albo śniły mi się wiatraki, i zdenerwowana, bo naprawdę bardzo ciężko jest zapanować nad emocjami gdy ważą się twoje losy. Świadomość, że cały twój świat, który codziennie z mozołem budujesz może w jednej chwili się zawalić jest strasznie przytłaczająca i psychicznie wyczerpujące. I co i nic.
Wójt swoje, że odrzucił wnioski mieszkańców, bo nie ma podstawy prawnej, a swoje argumenty oparł na opinii osób (dr inż. R. Ingielewicz i dr inż. A. Zagubień), które nie są i nie mogą być wiarygodne ani obiektywne z uwagi na fakt ich przynależności do lobby wiatrowego, bowiem są to osoby zasiadające w radach nadzorczych spółek wiatrowych oraz mające w nich udziały kapitałowe (KRS:0000470391). Stwierdził, że jedynym rozwiązaniem jest uchwalenie studium w takim kształcie w jakim zostało przez niego przygotowane, a odległościami wiatraków od domów zajmie się na etapie planów zagospodarowania przestrzennego.
My już wiemy jak to wygląda, bo już jeden taki plan "wisi" od roku gotowy do uchwalenia oczywiście wnioski mieszkańców o odsunięcie o 1 km wiatraków od domów nie zostały uwzględnione przez Wójta.
Niedawno przed wyborami i krótko po nich radni zapewniali, że zadbają o bezpieczne lokowanie elektrowni wiatrowych i że popierają mieszkańców sprzeciwiających się zbyt bliskiemu lokalizowaniu wiatraków. "Na komisji" tylko nieliczni otwarcie przyznali, że poprą nasz wniosek.
Za kilka dni na sesji radni zmienili porządek obrad i odsunęli głosowanie nad uchwałą nad studium. No i studium wisi. A mogli przecież uwzględnić nasz wniosek. Ach, jakie były by to piękne Święta - spokojne, dające nadzieję i siłę na przyszłość.
Przeważnie informacja o posiedzeniach komisji jest z wyprzedzeniem publikowana na stronie Urzędu. Nie tym razem - może ktoś zapomniał a może nie. W każdym bądź razie na komisję dotarłam - niewyspana, bo albo myślałam o wiatrakach albo śniły mi się wiatraki, i zdenerwowana, bo naprawdę bardzo ciężko jest zapanować nad emocjami gdy ważą się twoje losy. Świadomość, że cały twój świat, który codziennie z mozołem budujesz może w jednej chwili się zawalić jest strasznie przytłaczająca i psychicznie wyczerpujące. I co i nic.
Wójt swoje, że odrzucił wnioski mieszkańców, bo nie ma podstawy prawnej, a swoje argumenty oparł na opinii osób (dr inż. R. Ingielewicz i dr inż. A. Zagubień), które nie są i nie mogą być wiarygodne ani obiektywne z uwagi na fakt ich przynależności do lobby wiatrowego, bowiem są to osoby zasiadające w radach nadzorczych spółek wiatrowych oraz mające w nich udziały kapitałowe (KRS:0000470391). Stwierdził, że jedynym rozwiązaniem jest uchwalenie studium w takim kształcie w jakim zostało przez niego przygotowane, a odległościami wiatraków od domów zajmie się na etapie planów zagospodarowania przestrzennego.
My już wiemy jak to wygląda, bo już jeden taki plan "wisi" od roku gotowy do uchwalenia oczywiście wnioski mieszkańców o odsunięcie o 1 km wiatraków od domów nie zostały uwzględnione przez Wójta.
Niedawno przed wyborami i krótko po nich radni zapewniali, że zadbają o bezpieczne lokowanie elektrowni wiatrowych i że popierają mieszkańców sprzeciwiających się zbyt bliskiemu lokalizowaniu wiatraków. "Na komisji" tylko nieliczni otwarcie przyznali, że poprą nasz wniosek.
Za kilka dni na sesji radni zmienili porządek obrad i odsunęli głosowanie nad uchwałą nad studium. No i studium wisi. A mogli przecież uwzględnić nasz wniosek. Ach, jakie były by to piękne Święta - spokojne, dające nadzieję i siłę na przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz